Wejście do polskiej kwiaciarni z ekspozycją kwiatów i roślin przed lokalem.

Czy nowych kwiaciarni będzie coraz mniej? Dlaczego Polacy nie chcą już zakładać własnych firm?

Andrzej DąbrowskiWF

Jeszcze kilkanaście lat temu niemal co czwarty dorosły Polak nieprowadzący działalności rozważał założenie własnej firmy w perspektywie trzech lat. Dzisiaj takie plany deklaruje zaledwie 3% osób z tej grupy. Co się wydarzyło? Czy Polacy przestali być przedsiębiorczy? Czy własna firma nie jest już marzeniem o niezależności i lepszym życiu? A może coraz więcej ludzi dochodzi do wniosku, że lepiej być dobrze wynagradzanym pracownikiem, mieć płatny urlop, określone godziny pracy i nie martwić się każdego wieczoru o podatki, składki, wynagrodzenia i faktury?

Od ponad 30 lat prowadzę przedsiębiorstwo w branży kwiatowej. Obserwowałem powstawanie i zamykanie kwiaciarni, zmiany na rynku pracy, rozwój sieci handlowych, pojawianie się nowych kanałów sprzedaży i kolejne pokolenia ludzi rozpoczynających przygodę z florystyką. Prowadząc szkolenia dla przyszłych przedsiębiorców i właścicieli kwiaciarni, coraz częściej zastanawiam się, czy zachęcamy młodych ludzi do zakładania firm, czy może sami, opowiadając o trudnościach przedsiębiorczości, skutecznie ich do tego zniechęcamy.

Najnowsze badania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości pokazują, że nie jest to wyłącznie moje subiektywne odczucie. Zmiana jest ogromna, a Polska znalazła się na końcu międzynarodowego zestawienia zainteresowania zakładaniem własnych firm. Warto przyjrzeć się tym danym, ponieważ ich konsekwencje mogą być szczególnie istotne dla branży florystycznej, w której prowadzenie kwiaciarni wymaga czegoś znacznie więcej niż umiejętności układania pięknych bukietów.

Od 23% do 3%. Co stało się z polską przedsiębiorczością?

Punktem wyjścia do tej analizy jest raport „GEM Polska 2026”, opublikowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości we współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach. Global Entrepreneurship Monitor (GEM) to międzynarodowy projekt badawczy pozwalający porównywać postawy wobec przedsiębiorczości w różnych krajach i obserwować ich zmiany w czasie. Polska uczestniczy w nim od 2011 roku.

W 2011 roku 23% dorosłych Polaków nieprowadzących działalności deklarowało zamiar założenia firmy w ciągu najbliższych trzech lat. W 2025 roku było to zaledwie 3%. To spadek o 20 punktów procentowych, czyli o około 87% w stosunku do poziomu początkowego. Mówiąc obrazowo: na każde sto osób nieprowadzących firmy w 2011 roku przypadały 23 osoby planujące własny biznes, a w 2025 roku tylko trzy.

Warto bardzo wyraźnie zaznaczyć, co właściwie zmierzono. Nie oznacza to, że 97% Polaków nigdy nie chciałoby prowadzić firmy. Wskaźnik dotyczy konkretnych planów w perspektywie trzech lat, a nie ogólnych marzeń o niezależności zawodowej. Nie jest też statystyką liczby faktycznie zarejestrowanych przedsiębiorstw. Mimo tych zastrzeżeń skala zmiany jest ogromna.

Wejście do polskiej kwiaciarni z ekspozycją kwiatów i roślin przed lokalem.
Czy w przyszłości będzie powstawać coraz mniej kwiaciarni? Spadające zainteresowanie zakładaniem firm może wpłynąć również na polską branżę florystyczną.

Co istotne, osłabienie zainteresowania przedsiębiorczością rozpoczęło się jeszcze przed pandemią, wojną w Ukrainie i ostatnimi zmianami podatkowymi. Nie sposób więc przypisać całego zjawiska wydarzeniom z ostatnich kilku lat. Nie można też na podstawie samej zbieżności dat wskazać jednej przyczyny spadku: wymagałoby to odrębnych analiz gospodarczych, społecznych i metodologicznych.

Polska na ostatnim miejscu. Ale czy rzeczywiście jesteśmy krajem bez przedsiębiorców?

Według najnowszej edycji GEM tylko 3% dorosłych Polaków nieprowadzących działalności zamierza założyć firmę w ciągu najbliższych trzech lat. Średnia dla badanych państw europejskich wynosi 14%. Oznacza to, że polski wynik jest o 11 punktów procentowych niższy i stanowi około jedną piątą średniej europejskiej. Wśród 48 gospodarek objętych badaniem Polska zajęła ostatnie miejsce pod względem deklarowanych zamiarów rozpoczęcia działalności.

Infografika przedstawiająca spadek odsetka Polaków planujących założenie firmy z 23% w 2011 roku do 3% w 2025 roku.
Zainteresowanie zakładaniem własnych firm w Polsce spadło z 23% w 2011 roku do 3% w 2025 roku. To spadek o 20 punktów procentowych, czyli około 87%. Źródło: GEM / PARP.

Zanim jednak zaczniemy mówić o upadku polskiej przedsiębiorczości, przyjrzyjmy się kolejnym danym. Polska ma jednocześnie wysoki udział osób prowadzących dojrzałe przedsiębiorstwa. Według raportu 12,3% dorosłych jest właścicielami lub współwłaścicielami firm działających dłużej niż 3,5 roku, podczas gdy średnia europejska wynosi około 7%. Z drugiej strony tylko 2,9% dorosłych angażuje się we wczesną przedsiębiorczość, czyli organizowanie lub prowadzenie młodego biznesu, wobec około 10,3% średnio w Europie.

Porównanie młodej i dojrzałej przedsiębiorczości w Polsce i Europie. Młode firmy: Polska 2,9%, Europa 10,3%. Dojrzałe firmy: Polska 12,3%, Europa 7%.
Polska ma znacznie niższy udział osób zaangażowanych we wczesną przedsiębiorczość (2,9%) niż średnia europejska (10,3%), ale wyższy udział właścicieli dojrzałych firm (12,3% wobec 7%). Źródło: GEM / PARP, dane za 2025 rok.

To paradoks wart osobnego zastanowienia. Mamy wielu doświadczonych przedsiębiorców, którzy zbudowali firmy, przetrwali kolejne kryzysy i nauczyli się funkcjonować w zmieniających się warunkach. Jednocześnie stosunkowo niewiele osób podejmuje próbę tworzenia nowych przedsiębiorstw. Nie oznacza to automatycznie, że ogólna liczba firm już spada. Oznacza natomiast słabszy dopływ nowych przedsiębiorców, co w dłuższej perspektywie może zwiększać znaczenie sukcesji.

Polacy potrafią zakładać firmy. Tylko coraz rzadziej chcą

Wyniki GEM pokazują coś jeszcze bardziej zaskakującego. Aż 77% Polaków uważa, że założenie firmy jest łatwe, a 53% ocenia, że posiada wiedzę i umiejętności potrzebne do rozpoczęcia działalności. Nie mamy więc do czynienia wyłącznie ze społeczeństwem, które uznaje przedsiębiorczość za niedostępną lub wymagającą nadzwyczajnych kompetencji. Ludzie dostrzegają możliwości i wierzą we własne umiejętności, ale niewielu chce wykonać następny krok.

Moim zdaniem właśnie tutaj rozpoczyna się najciekawsza dyskusja. Jeśli ktoś uważa, że potrafiłby prowadzić firmę, ale nie chce jej zakładać, być może nie potrzebuje kolejnego szkolenia z rejestracji działalności. Być może potrzebuje odpowiedzi na pytanie, dlaczego miałby zrezygnować z obecnego sposobu zarabiania pieniędzy i wziąć na siebie dodatkowe ryzyko. A może po prostu przeprowadził własną kalkulację i doszedł do wniosku, że mu się to nie opłaca?

Dlaczego Polacy coraz rzadziej chcą zakładać własne firmy?

Nie ma jednego badania, które pozwalałoby przypisać cały spadek zainteresowania przedsiębiorczością konkretnej przyczynie. GEM pokazuje skalę zjawiska, postawy i niektóre bariery. Wyjaśnienie wieloletniego trendu wymaga jednak połączenia tych wyników z analizą rynku pracy, kosztów prowadzenia działalności, zmian społecznych i sposobu, w jaki sami przedsiębiorcy opowiadają o swojej pracy. Poniższe wyjaśnienia traktuję jako hipotezy i interpretacje, a nie jako udowodniony ranking przyczyn.

1. Może dzisiaj po prostu lepiej być pracownikiem?

Kiedy zaczynałem prowadzenie firmy w latach 90., własne przedsiębiorstwo było dla wielu ludzi szansą na znaczącą poprawę sytuacji materialnej. Polska gospodarka przechodziła transformację, powstawały nowe rynki, brakowało wielu produktów i usług, a osoby gotowe podejmować ryzyko mogły wykorzystać możliwości, które wcześniej nie istniały. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rozwinęły się duże przedsiębiorstwa, korporacje i nowoczesne sektory usług. Na wielu stanowiskach można dobrze zarabiać bez inwestowania własnego kapitału i ponoszenia odpowiedzialności za funkcjonowanie całej firmy.

Wyobraźmy sobie osobę, która ma stabilne zatrudnienie, określone wynagrodzenie, płatny urlop i względnie przewidywalny czas pracy. Po zakończeniu dnia może zamknąć drzwi biura, sklepu czy pracowni i wrócić do własnego życia. Spędzić czas z rodziną, wyjechać na weekend, realizować zainteresowania albo po prostu odpocząć. Nie musi każdego wieczoru zastanawiać się, czy wystarczy pieniędzy na wynagrodzenia, składki, czynsz, podatki i kolejne dostawy.

Oczywiście nie każdy pracownik ma tak komfortowe warunki i nie każdy przedsiębiorca pracuje od świtu do nocy. Dobrze zorganizowana firma może z czasem dawać właścicielowi dużą niezależność. Ale zanim do tego dojdzie, trzeba ją stworzyć, sfinansować, zdobyć klientów i nauczyć się nią zarządzać. Dlaczego więc młody, zdolny człowiek miałby rezygnować z bezpieczniejszego zatrudnienia, angażować oszczędności i podejmować ryzyko, jeżeli nie widzi perspektywy odpowiednio większych korzyści? Autorzy wcześniejszych raportów GEM zwracali uwagę, że korzystna sytuacja na rynku pracy i wzrost wynagrodzeń mogą ograniczać motywację do zakładania firm. To jednak możliwy czynnik, a nie pełne wyjaśnienie trendu.

2. Własna firma przestała być tak atrakcyjną drogą zawodową

W 2011 roku aż 73% dorosłych Polaków uważało prowadzenie własnej firmy za dobrą drogę kariery. W 2025 roku było to już tylko 47%. Spadek wyniósł 26 punktów procentowych. To bardzo ważne: zmieniły się nie tylko konkretne plany zakładania przedsiębiorstw, ale również ogólne postrzeganie biznesu jako atrakcyjnego sposobu na życie.

Infografika pokazująca spadek odsetka Polaków uznających prowadzenie własnej firmy za atrakcyjną karierę zawodową z 73% w 2011 roku do 47% w 2025 roku.
W 2011 roku 73% Polaków uważało prowadzenie własnej firmy za atrakcyjną drogę zawodową. W 2025 roku odsetek ten spadł do 47%, czyli o 26 punktów procentowych. Źródło: GEM / PARP.

Kiedyś właściciel firmy był często symbolem niezależności, zaradności i sukcesu. Dzisiaj przedsiębiorczość coraz częściej kojarzy się także z odpowiedzialnością, stresem, niepewnością i koniecznością nieustannego rozwiązywania problemów. Ten obraz nie jest całkowicie niesprawiedliwy, ale przecież własna firma to również możliwość realizowania pomysłów, tworzenia miejsc pracy, budowania czegoś trwałego i osiągania satysfakcji. Zastanawiam się, czy nie zaczęliśmy zbyt często mówić wyłącznie o trudnej stronie przedsiębiorczości, zapominając o jej zaletach.

3. Strach przed porażką jest ważny, ale nie tłumaczy wszystkiego

Według GEM około 49% Polaków dostrzegających okazje biznesowe obawia się niepowodzenia na tyle, że powstrzymuje ich to przed rozpoczęciem działalności. Obawa jest zrozumiała: przedsiębiorca inwestuje własne pieniądze, podpisuje umowy, bierze odpowiedzialność za pracowników i podejmuje decyzje, których skutki mogą odczuwać jego najbliżsi. W przypadku niepowodzenia nie zawsze wystarczy po prostu zmienić pracodawcę. Trzeba rozliczyć zobowiązania i zakończyć działalność.

Jednak sam strach przed porażką nie wyjaśnia skali spadku zainteresowania zakładaniem firm. Historyczne wskaźniki obaw zmieniły się znacznie mniej niż odsetek osób planujących własną działalność. Nie można tych różnych miar bezpośrednio porównywać jak elementów jednego równania, ale skłaniają one do szukania innych przyczyn: atrakcyjności alternatywnych ścieżek zawodowych, relacji między ryzykiem a spodziewaną korzyścią oraz zmiany życiowych priorytetów.

4. Zmienił się nasz stosunek do pracy i czasu wolnego

Myślę, że coraz większe znaczenie ma sposób definiowania sukcesu zawodowego. Dla wcześniejszych pokoleń własne przedsiębiorstwo było często symbolem awansu społecznego i materialnego. Dzisiaj dla części młodszych osób równie ważne mogą być przewidywalny czas pracy, możliwość podróżowania, rozwijania zainteresowań i równowaga pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Nie chciałbym sprowadzać tego do popularnego stwierdzenia, że młodym ludziom nie chce się pracować. Być może po prostu inaczej kalkulują, ile wysiłku, czasu i ryzyka chcą poświęcić na osiągnięcie określonego poziomu życia.

Jeżeli ktoś może zarabiać satysfakcjonujące pieniądze, pracując osiem godzin dziennie, otwarcie kwiaciarni wymagającej w pierwszych latach znacznie większego zaangażowania musi oferować coś naprawdę atrakcyjnego. Nie tylko potencjalnie wyższe dochody, ale również perspektywę rozwoju, samodzielności i satysfakcji. To wyzwanie również dla nas, doświadczonych przedsiębiorców: czy potrafimy pokazać, że własna firma może być sposobem na dobre życie, a nie wyłącznie niekończącym się obowiązkiem?

5. Koszty, obowiązki i niepewność prowadzenia działalności

Właściciel firmy musi rozumieć podatki, ubezpieczenia społeczne, prawo pracy, ochronę konsumentów, ewidencjonowanie sprzedaży i wiele innych regulacji. Do tego dochodzą zmiany przepisów i konieczność dostosowywania przedsiębiorstwa do kolejnych wymagań. Nie chcę jednak tworzyć kolejnego tekstu, w którym wszystkie problemy tłumaczymy podatkami i biurokracją. Część obowiązków służy ochronie pracowników, klientów i uczciwej konkurencji. Problemem może być ich łączny koszt, złożoność i trudność przewidywania przyszłych warunków działalności.

W dużym przedsiębiorstwie księgowość, kadry i obsługa prawna są osobnymi funkcjami. W małej kwiaciarni wiele obowiązków spada bezpośrednio na właściciela, który jednocześnie kupuje kwiaty, obsługuje klientów, przygotowuje zamówienia i zarządza zespołem. Barierą nie musi być więc sama rejestracja firmy. Znacznie większym wyzwaniem jest utrzymanie jej rentowności przez kolejne lata.

6. Czy sami przedsiębiorcy zniechęcamy innych?

Postawię nieco prowokacyjną tezę: być może część odpowiedzialności za słabnące zainteresowanie przedsiębiorczością ponosimy również my sami. Ile czasu podczas rozmów poświęcamy na narzekanie na podatki, składki, koszty pracy, konkurencję i brak czasu? A jak często opowiadamy o satysfakcji z prowadzenia firmy, zadowolonych klientach, rozwijającym się zespole i nowych inwestycjach? Nie powinniśmy ukrywać problemów. Przyszli przedsiębiorcy muszą wiedzieć, z czym wiąże się prowadzenie działalności. Ale jeśli pokazujemy wyłącznie trudności, dlaczego mielibyśmy oczekiwać, że ktoś będzie chciał pójść w nasze ślady?

Według GEM tylko 37% Polaków dostrzega w mediach pozytywne treści dotyczące przedsiębiorczości, choć 62% uważa, że przedsiębiorcy odnoszący sukces zasługują na uznanie. To ciekawe zestawienie: nadal szanujemy ludzi, którym udało się zbudować firmy, ale coraz rzadziej widzimy tę drogę jako atrakcyjną dla samych siebie.

Czy nowych kwiaciarni rzeczywiście będzie coraz mniej?

To pytanie jest dla mnie najważniejsze. Dane GEM dotyczą wszystkich rodzajów działalności gospodarczej, a nie wyłącznie florystyki. Nie możemy więc na ich podstawie stwierdzić, że liczba nowych kwiaciarni spadła o 87% albo że w kolejnych latach na pewno będzie ich mniej. Do takiego wniosku potrzebujemy odrębnych danych o nowych rejestracjach, zamknięciach i rzeczywistej liczbie aktywnych przedsiębiorstw florystycznych.

Możemy jednak postawić uzasadnioną hipotezę: jeżeli w całym społeczeństwie maleje zainteresowanie zakładaniem własnych firm, branża florystyczna również może odczuwać ten trend. Szczególnie że prowadzenie kwiaciarni wymaga znacznego osobistego zaangażowania, umiejętności zarządzania nietrwałym towarem i radzenia sobie z bardzo nierównomiernym popytem.

Zielona zabudowa meblowa z ciemnym blatem, stanowiąca element wyposażenia lokalu.
Otwarcie kwiaciarni wymaga nie tylko pasji do kwiatów, ale również inwestycji, przygotowania lokalu i przemyślanego modelu biznesowego.

Florysta nie musi być przedsiębiorcą. I przedsiębiorca nie musi być florystą

Od lat powtarzam podczas szkoleń, że umiejętność tworzenia pięknych bukietów nie jest równoznaczna z umiejętnością prowadzenia rentownego przedsiębiorstwa florystycznego. To dwie różne kompetencje, które mogą występować u jednej osoby, ale nie muszą. Sam nie jestem florystą. Od ponad 30 lat zajmuję się zarządzaniem przedsiębiorstwem, w którym pracują profesjonalni floryści. Dlatego patrzę na branżę również przez pryzmat kosztów, przychodów, marż, organizacji pracy, inwestycji i odpowiedzialności za zespół.

Ktoś może ukończyć szkołę florystyczną, mieć ogromną pasję do kwiatów i świetne umiejętności praktyczne, a mimo to nie chcieć otwierać własnej kwiaciarni. Być może lepszym rozwiązaniem będzie dla niego praca w dobrze zorganizowanym przedsiębiorstwie, rozwijanie umiejętności i otrzymywanie wynagrodzenia bez konieczności ponoszenia całego ryzyka biznesowego. Nie widzę w tym nic złego. Branża potrzebuje zarówno dobrych florystów, jak i dobrych przedsiębiorców. Problem zaczyna się wtedy, kiedy brakuje tych drugich.

Kwiaciarnia to przedsiębiorstwo, które musi zarabiać

Osoba otwierająca kwiaciarnię potrzebuje lokalu, wyposażenia, chłodzenia, zatowarowania, środków na bieżące funkcjonowanie i rezerwy finansowej. Musi pozyskać klientów, przygotować ofertę, zaplanować zakupy i przewidywać popyt. Kwiaty nie są towarem, który można bez końca przechowywać w magazynie i sprzedać za kilka miesięcy. Dochodzi ogromna sezonowość: Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Matki, święta i uroczystości rodzinne powodują wahania sprzedaży. Trzeba przygotować przedsiębiorstwo na intensywne dni, a jednocześnie przetrwać okresy słabszego popytu.

W wielu małych kwiaciarniach właściciel jest jednocześnie najważniejszym pracownikiem: wykonuje bukiety, obsługuje klientów, zamawia towar, prowadzi media społecznościowe i zajmuje się dokumentacją. Formalnie prowadzi przedsiębiorstwo, ale w praktyce stworzył sobie miejsce pracy, w którym często musi być obecny dłużej niż zatrudniony zespół. Jeśli taka firma nie generuje odpowiedniego zysku, trudno oczekiwać, że jej model będzie atrakcyjny dla kolejnego pokolenia.

Czy dotacje na otwieranie kwiaciarni rozwiązują problem?

W tym miejscu wraca temat, który wielokrotnie poruszałem podczas szkoleń: dotacje z urzędów pracy na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Rozumiem ich założenie. Państwo chce pomagać ludziom rozpoczynającym działalność i ograniczać bariery finansowe. Od lat zastanawiam się jednak, czy zbyt często nie skupiamy się na samym momencie otwarcia firmy, zamiast na jej zdolności do rentownego funkcjonowania przez kolejne lata.

Zdarza mi się słyszeć pytanie: „Ale jak mamy otworzyć kwiaciarnię bez dotacji?”. Czy rozpoczęcie własnego biznesu nie powinno wynikać przede wszystkim z pomysłu, przygotowania, analizy rynku i gotowości do poniesienia ryzyka? Czy dostępność bezzwrotnych pieniędzy nie staje się czasami ważniejsza niż rzeczywista opłacalność przedsięwzięcia? Nie jestem przeciwnikiem publicznego wspierania przedsiębiorczości. Uważam jednak, że warto dyskutować o rozwiązaniach wymagających większego zaangażowania własnego kapitału, choć trzeba przy tym pamiętać o osobach z dobrym pomysłem, które nie dysponują oszczędnościami.

Najważniejsze byłoby systematyczne sprawdzanie, ile firm powstałych dzięki dotacjom funkcjonuje po roku, trzech i pięciu latach. I nie tylko funkcjonuje formalnie, ale rzeczywiście zarabia, inwestuje i tworzy miejsca pracy. Nie mamy tu wiarygodnych danych pozwalających określić taki wskaźnik specjalnie dla kwiaciarni, dlatego nie będę podawał niesprawdzonych procentów. Postaram się dotrzeć do danych z branży kwiatowej. Celem wsparcia przedsiębiorczości nie powinno być samo otwarcie kolejnej kwiaciarni, lecz stworzenie warunków do powstawania firm zdolnych do długoterminowego rozwoju.

Może przyszłość florystyki to mniej kwiaciarni, ale lepiej zorganizowanych?

Spadek zainteresowania zakładaniem firm nie musi oznaczać zmniejszenia sprzedaży kwiatów. Może natomiast przyspieszać zmiany w organizacji tej sprzedaży. Klienci nadal kupują kwiaty, ale zmieniają się ich przyzwyczajenia i miejsca zakupów. Kwiaty są dostępne w supermarketach, dyskontach, sklepach internetowych i automatach kwiatowych. Rośnie znaczenie wygody, dostępności poza tradycyjnymi godzinami otwarcia oraz możliwości zamówienia i odbioru bukietu bez konieczności odwiedzania kwiaciarni w ciągu dnia.

W naszym przedsiębiorstwie prowadzimy dwie kwiaciarnie, pracownię florystyczną i sieć czterech automatów kwiatowych VendiFlor. To doświadczenie pokazuje mi, że rozwój sprzedaży nie musi polegać wyłącznie na otwieraniu kolejnych tradycyjnych lokali. Można budować dodatkowe kanały dystrybucji, lepiej wykorzystywać pracę zespołu i zwiększać dostępność oferty bez proporcjonalnego zwiększania wszystkich kosztów stałych. Oczywiście automaty kwiatowe nie są rozwiązaniem wszystkich problemów: wymagają inwestycji, obsługi, odpowiedniej lokalizacji i kontroli rentowności.

Być może przyszłość należy nie do coraz większej liczby małych, niezależnych punktów, ale do lepiej zorganizowanych przedsiębiorstw, łączących tradycyjne kwiaciarnie, pracownie, sprzedaż internetową, dostawy i automatyczne punkty odbioru. Nie przedstawiam tego jako pewnej prognozy, lecz jako jeden z możliwych scenariuszy. Zmiany zachowań konsumentów mogą mieć dla liczby kwiaciarni równie duże znaczenie jak spadek zainteresowania przedsiębiorczością.

budowanie wizerunku kwiaciarni

Co możemy zrobić, żeby młodzi ludzie znowu chcieli zakładać firmy?

Nie wierzę, że problem rozwiążemy wyłącznie kolejnymi dotacjami, ulgami podatkowymi czy kampaniami zachęcającymi do przedsiębiorczości. Koszty i regulacje mają znaczenie, ale wyniki GEM pokazują, że problem jest głębszy. Ludzie często wiedzą, jak rozpocząć działalność, a mimo to nie chcą podejmować ryzyka. Potrzebujemy przede wszystkim lepszej edukacji ekonomicznej. Przyszły właściciel kwiaciarni powinien wiedzieć nie tylko, jak przygotować bukiet, ale także czym różni się przychód od dochodu, narzut od marży, zysk od przepływów pieniężnych i dlaczego nawet firma z dużą sprzedażą może mieć problemy z płynnością.

Właśnie dlatego podczas szkoleń „Kwitnące Przedsiębiorstwo” staram się pokazywać florystom również mniej romantyczną stronę prowadzenia kwiaciarni. Pasja do kwiatów jest ważna, ale sama nie wystarczy do opłacenia wszystkich zobowiązań. Potrzebujemy też lepszego przygotowania do zarządzania ludźmi, delegowania obowiązków i organizowania pracy. Jeśli prowadzenie własnej firmy oznacza nieustanną obecność właściciela i brak czasu na życie prywatne, trudno będzie przekonać kolejne pokolenie, że jest to atrakcyjna droga zawodowa.

Czy za dziesięć lat będzie komu przejąć nasze kwiaciarnie?

Wiele polskich kwiaciarni powstało w latach 90. i na początku XXI wieku. Ich właściciele przez dziesięciolecia budowali relacje z klientami, zdobywali doświadczenie, inwestowali w wyposażenie i rozwijali lokalne marki. Dzisiaj część z nich zastanawia się, co dalej. Czy dzieci będą chciały kontynuować rodzinny biznes? Czy znajdzie się ktoś gotowy odkupić przedsiębiorstwo? Czy może po przejściu właściciela na emeryturę kwiaciarnia po prostu zakończy działalność?

Nie mamy wystarczających danych, żeby ocenić skalę tego zjawiska w całej branży. Ale jeśli zainteresowanie zakładaniem firm pozostanie tak niskie, sukcesja i brak następców mogą stać się jednym z ważniejszych problemów polskiej florystyki. Może za kilka lub kilkanaście lat nie będziemy już przede wszystkim dyskutować o tym, że na rynku jest zbyt wiele kwiaciarni. Być może zaczniemy zastanawiać się, kto będzie chciał je prowadzić.

Jeszcze piętnaście lat temu niemal co czwarty dorosły Polak nieprowadzący firmy deklarował zamiar rozpoczęcia działalności w ciągu trzech lat. Dzisiaj robi to zaledwie trzech na stu. Nie oznacza to, że za piętnaście lat liczba firm spadnie o podobny procent. Nie oznacza też, że młodzi ludzie stracili ambicje albo nie chcą pracować. Oznacza natomiast, że własne przedsiębiorstwo przestało być dla wielu Polaków tak atrakcyjnym wyborem zawodowym jak dawniej.

Może zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, jak ułatwić otwarcie kolejnej firmy, powinniśmy zacząć rozmawiać o tym, jak sprawić, żeby prowadzenie własnego przedsiębiorstwa znowu było atrakcyjnym sposobem na życie? Nie tylko finansowo, ale również pod względem niezależności, satysfakcji, rozwoju i możliwości pogodzenia pracy z życiem prywatnym.

Jestem ciekawy Waszych opinii. Szczególnie właścicieli kwiaciarni, którzy prowadzą działalność od wielu lat, młodych florystów rozpoczynających pracę zawodową oraz osób, które świadomie wybrały zatrudnienie zamiast własnego biznesu. Czy dzisiaj, mając ponownie dwadzieścia kilka lat, zdecydowalibyście się otworzyć kwiaciarnię? A jeśli nie, to dlaczego? I jeszcze jedno pytanie: czy chcielibyście, żeby Wasze dzieci przejęły kiedyś prowadzone przez Was przedsiębiorstwa?

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Czy naprawdę tylko 3% Polaków chce założyć firmę?

Według GEM za 2025 rok około 3% dorosłych Polaków nieprowadzących działalności deklarowało zamiar założenia firmy w ciągu najbliższych trzech lat. Nie oznacza to, że pozostali nigdy nie chcieliby zostać przedsiębiorcami.

Jak bardzo spadło zainteresowanie przedsiębiorczością?

W 2011 roku zamiar założenia firmy deklarowało 23% badanych, a w 2025 roku 3%. To spadek o 20 punktów procentowych, czyli około 87% względem poziomu z 2011 roku. Jednocześnie odsetek osób uznających prowadzenie firmy za atrakcyjną drogę kariery zmniejszył się z 73% do 47%.

Dlaczego Polacy nie chcą zakładać firm?

Nie ma jednej udowodnionej przyczyny. Badania wskazują na obawę przed niepowodzeniem i spadek atrakcyjności przedsiębiorczości. Możliwe wyjaśnienia obejmują także atrakcyjność pracy na etacie, koszty i ryzyko prowadzenia działalności oraz zmianę oczekiwań wobec pracy i życia.

Czy w Polsce jest coraz mniej przedsiębiorców?

Nie można tego stwierdzić na podstawie samych deklaracji zamiaru założenia firmy. Polska ma wysoki udział osób prowadzących dojrzałe przedsiębiorstwa, ale niski udział osób angażujących się we wczesną przedsiębiorczość.

Czy nowych kwiaciarni będzie coraz mniej?

To możliwy scenariusz, ale wymaga sprawdzenia danych branżowych o nowych rejestracjach, zamknięciach i aktywnych kwiaciarniach. Wyniki GEM nie są osobnym badaniem rynku florystycznego.

Czy warto dzisiaj otwierać kwiaciarnię?

Tak, może to być dobry pomysł biznesowy, jeśli poprzedza go analiza lokalnego rynku, realistyczny biznesplan, kalkulacja kosztów i przygotowanie do zarządzania przedsiębiorstwem. Sama pasja do kwiatów nie gwarantuje rentowności.

Czy praca na etacie jest korzystniejsza niż własna firma?

To zależy od sytuacji. Etat może zapewniać większą przewidywalność dochodów i czasu pracy, natomiast firma daje możliwość budowania kapitału, rozwijania przedsiębiorstwa i osiągania niezależności.

Co może zachęcić młodych florystów do przedsiębiorczości?

Lepsze przygotowanie ekonomiczne, doświadczenie w dobrze zarządzanych firmach, dostęp do kapitału, przewidywalne warunki prowadzenia działalności i przykłady przedsiębiorstw łączących rentowność z dobrą organizacją pracy.

Źródła i metodologia

Podstawą artykułu są raporty Global Entrepreneurship Monitor, w szczególności „GEM Polska 2026” (dane z 2025 roku). Wnioski dotyczące przyszłości kwiaciarni są autorską interpretacją możliwych konsekwencji trendów ogólnopolskich, a nie osobną prognozą branżową. Wskaźniki zamiarów, młodej i dojrzałej przedsiębiorczości dotyczą różnych populacji i nie należy ich utożsamiać z liczbą rejestracji firm.

O Autorze

Andrzej Dąbrowski

Facebook Twitter

Andrzej Dąbrowski jest magistrem ekonomii, przedsiębiorcą i konsultantem branży florystycznej. Od 1994 roku prowadzi własne firmy związane z rynkiem kwiatowym, specjalizując się w zarządzaniu przedsiębiorstwami florystycznymi, rozwoju modeli sprzedaży oraz wykorzystaniu nowych technologii w branży florystycznej. Jest współtwórcą projektu BouquetMat, współpracuje z Eldrut Automatics przy rozwoju systemów Kwiatomatów oraz uczestniczy w rozwoju marki VendiFlor. Prowadzi szkolenia, konsultacje i projekty doradcze dla właścicieli kwiaciarni w Polsce. Publikowane artykuły mają charakter autorskich analiz, komentarzy i studiów przypadków opartych na doświadczeniu praktycznym autora. W tekstach mogą pojawiać się przykłady rozwiązań, projektów, marek i modeli biznesowych, z którymi autor jest zawodowo związany lub które współtworzy.