Gdyby postawić nas obok tego samego Kwiatomatu i zapytać, co widzimy, prawdopodobnie zaczęlibyśmy mówić o zupełnie innych rzeczach. Sylwia Bednarek zapewne najpierw spojrzałaby na bukiety. Ja prawdopodobnie na liczby. I właśnie dlatego pomyślałem, że warto nas przy tym Kwiatomacie postawić razem.
Dwa zupełnie różne punkty widzenia
Sylwii Bednarek chyba nie trzeba przedstawiać osobom związanym z polską florystyką.
Mistrzyni Florystyki, właścicielka Kwiaciarni Galeria, przedsiębiorczyni i osoba, dla której jakość produktu, estetyka oraz florystyczny warsztat są czymś absolutnie naturalnym. Ale w świecie Kwiatomatów jest… początkująca. Na własny Kwiatomat zdecydowała się po około dwóch latach zastanawiania. Dzisiaj ma za sobą dopiero około trzech miesięcy doświadczeń.
Ja jestem w dokładnie odwrotnej sytuacji. Nie jestem florystą. Patrzę na branżę przede wszystkim oczami przedsiębiorcy. Pierwszy Kwiatomat pojawił się w moim biznesie prawie cztery lata temu. Pamiętam więc etap, na którym znajduje się dzisiaj Sylwia.
Pamiętam pytania:
Czy ludzie będą chcieli w ten sposób kupować kwiaty?
Co do niego wkładać?
Ile bukietów przygotować?
Jakie ceny ustalić?
Czy to się w ogóle przyjmie?
Dzisiaj mam już inne pytania.
Gdzie powinien stanąć kolejny?
Jak często go zatowarowywać?
Które lokalizacje porównywać?
Jak organizować produkcję?
Jak planować logistykę?
Jak analizować wyniki całej sieci?
I chyba właśnie dlatego nasze spotkanie może być ciekawe.
Nie dlatego, że któreś z nas wie o Kwiatomatach więcej.
Po prostu patrzymy na nie z dwóch różnych miejsc.


Ona patrzy na bukiet. Ja coraz częściej patrzę na system.
I tu pojawia się pierwsza różnica.
Dla florysty Kwiatomat nie może być usprawiedliwieniem dla przeciętnego produktu.
Klient nadal kupuje bukiet przygotowany przez konkretną kwiaciarnię. Nadal ocenia jego wygląd, świeżość, trwałość, cenę i to, czy dostał produkt wart swoich pieniędzy.
Automat zmienia tylko sposób, w jaki ten bukiet trafia do klienta.
I właśnie o to chciałbym zapytać Sylwię.
Czy po trzech miesiącach przygotowuje już bukiety specjalnie z myślą o Kwiatomacie?
Czy klienci wybierają to, czego się spodziewała?
Czy Kwiatomat ogranicza florystę, czy może zmusza go do innego rodzaju kreatywności?
Co ją zaskoczyło?
A przede wszystkim:
co dzisiaj powiedziałaby florystom, którzy nadal stoją dokładnie tam, gdzie ona stała jeszcze kilka miesięcy temu?
Nie znam wszystkich odpowiedzi. I bardzo dobrze. 30 sierpnia chcę zadać te pytania Sylwii na scenie, kiedy będzie tworzyła na scenie bukiety do Kwiatomatu.
Ale jest jeszcze trzecia twarz tej historii – technologia
To temat, który bardzo łatwo sprowadzić do parametrów technicznych.
Temperatura.
Wilgotność.
Wentylacja.
Systemy sterowania.
Drzwi.
Izolacja.
Oprogramowanie.
Tylko że historia polskiego Kwiatomatu Eldrut Automatics nie zaczęła się od technologii. Zaczęła się od… florystki.
A dokładniej od bardzo prostego problemu. Florystka za dużo czasu spędza w kwiaciarni.. Jak sprawić, żeby mogła zamknąć kwiaciarnię i odpocząć, a klient nadal mógł odebrać zamówiony wcześniej bukiet? Jak pozwolić klientowi kupić gotową kompozycję wtedy, kiedy kwiaciarnia jest już zamknięta? Takie kwiatowe pogotowie.
I dopiero później pojawiło się pytanie:
jak stworzyć urządzenie, w którym bukiet będzie mógł bezpiecznie czekać na swojego klienta?
Bardzo podoba mi się ta historia, bo pokazuje właściwą kolejność. Najpierw był problem florystki. Potem był bukiet. Dopiero wokół niego zaczęła powstawać technologia.

Najpierw był bukiet
To zdanie chciałbym mocno zaakcentować również 30 sierpnia.
Bo można zrobić piękny automat. Można zamontować duży ekran. Można stworzyć świetną aplikację. Można wymyślać kolejne funkcjonalności. Ale w środku nadal znajduje się produkt żywy.
Bukiet.
I jeżeli technologia ma rzeczywiście wspierać florystę, powinna pomagać stworzyć dla niego odpowiednie warunki.
Dlatego podczas naszego spotkania chcemy trochę odwrócić role. Sylwia będzie mówiła o tym, czego od Kwiatomatu oczekuje florystka. Ja pokażę, w jaki sposób próbujemy odpowiadać na te oczekiwania technologią.
Nie chcę jednak zdradzać wszystkiego.
Będzie o klimacie.
Będzie o czasie.
Będzie o tym, dlaczego moment włożenia bukietu do Kwiatomatu niekoniecznie powinien być jego „godziną zero”.
Pokażemy również, w którą stronę rozwijamy technologię i czego zaczynamy od niej oczekiwać, kiedy zamiast jednego Kwiatomatu trzeba zarządzać całą siecią.
I wtedy dochodzimy do drugiej części tej historii.

Bo ja mam dzisiaj zupełnie inny problem niż cztery lata temu
Kiedy uruchamiałem pierwszy Kwiatomat, interesowało mnie przede wszystkim:
czy ludzie będą kupować?
Dzisiaj już wiem, że kupują.
Mam za to inne pytanie:
co dzieje się z firmą, kiedy jeden Kwiatomat zmienia się w kilka?
Ostatnio dostałem bardzo ciekawą odpowiedź. Dały mi ją liczby z 15 sierpnia. Rok temu porównywałem wyniki kwiaciarni i jednego Kwiatomatu.
Napisałem wtedy artykuł trochę prowokacyjnie zatytułowany:
„Świąteczny dzień, upalny dzień – pojedynek Kwiaciarni i Kwiatomatu”.
Minął rok.
15 sierpnia ponownie zebrałem dane. Tylko że tym razem nie miałem już czego porównywać w taki sposób.
Bo zamiast:
KWIACIARNIA kontra KWIATOMAT
miałem:
I kiedy zobaczyłem wyniki całego systemu, przyszła mi do głowy myśl, którą podczas spotkania w Łodzi rozwinę trochę bardziej.


Czy przypadkiem nie stworzyliśmy potwora?
Brzmi groźnie. I trochę tak ma brzmieć. Ale nie chodzi mi o maszynę stojącą przed marketem czy przy ulicy. Chodzi o coś znacznie ciekawszego. O zmianę zachowania klienta. Klient, który odkrył, że może kupić dobry bukiet wieczorem, w niedzielę, w święto albo po prostu wtedy, kiedy jest mu wygodnie, dostał nową możliwość. I zaczyna się do niej przyzwyczajać.
Co to oznacza dla kwiaciarni?
Czy Kwiatomat będzie tylko dodatkowym kanałem sprzedaży?
Czy za kilka lat stanie się czymś tak oczywistym jak inne rozwiązania samoobsługowe, z których korzystamy dzisiaj bez zastanowienia?
A może przeceniamy tempo tej zmiany?
Nie mam zamiaru 30 sierpnia przekonywać kogokolwiek, że znam wszystkie odpowiedzi. Mam za to liczby, prawie cztery lata własnych doświadczeń i coraz więcej pytań, które warto sobie zadawać.
Jeden Kwiatomat to jedno. Sieć to już coś zupełnie innego.
I właśnie temu poświęcę moją prelekcję:
„Jeden Kwiatomat to dodatkowy kanał sprzedaży kwiaciarni. Sieć Kwiatomatów to zupełnie nowy biznes.”
Chcę pokazać, jak zmieniło się moje własne myślenie.
Od:
„Czy to będzie sprzedawać?”
przez:
„Gdzie postawić następny?”
aż do:
„Jak tym wszystkim zarządzać?”
Bo wraz z kolejnymi lokalizacjami pojawiają się problemy, których przy jednym urządzeniu niemal nie widać.
Produkcja.
Logistyka.
Ludzie.
Zatowarowanie.
Dane.
Finansowanie.
Cash flow.
Standaryzacja.
I pytanie, które uważam dzisiaj za znacznie ważniejsze niż „ile może zarobić Kwiatomat?”:
Czy moja firma jest gotowa na kolejny Kwiatomat?
30 sierpnia zobaczymy dwie twarze Kwiatomatu
I właśnie dlatego bardzo czekam na to spotkanie.
Najpierw „Dwie twarze Kwiatomatu”.
Sylwia będzie tworzyła bukiety i kompozycje.
Ja będę jej przeszkadzał pytaniami. 😉
Czasami dołożę własne doświadczenie.
Czasami liczbę.
Pewnie w kilku miejscach będziemy patrzeć na ten sam problem zupełnie inaczej.
I o to chodzi.
Florystka i przedsiębiorca.
3 miesiące i prawie 4 lata doświadczeń.
Bukiet i liczby.
Jakość i technologia.
Pierwszy Kwiatomat i sieć.
A później pójdziemy krok dalej podczas mojej prelekcji i spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, co naprawdę zmienia się w biznesie, kiedy jeden punkt sprzedaży zaczyna zamieniać się w sieć.

📅 30 sierpnia 2026
📍 Centrum Zaopatrzenia Kwiatomatów Rekpol
Łódź, ul. Demokratyczna 115
Udział: 150 zł
100 zł wraca w formie bonu zakupowego
Zapisy: 603 240 769
Jeżeli dopiero zastanawiasz się nad pierwszym Kwiatomatem – warto posłuchać Sylwii.
Jeżeli pierwszy już masz i zaczynasz myśleć o kolejnych – będziemy mieli o czym porozmawiać.
A jeżeli nadal nie jesteś przekonany do tego kanału sprzedaży?
Tym bardziej przyjedź.
Nie po to, żebyśmy Cię przekonywali.
Po to, żeby zobaczyć, posłuchać dwóch różnych perspektyw, zadać własne pytania i wyciągnąć własne wnioski.
Do zobaczenia w Łodzi.

