Zrozumieć florystkę

Zrozumieć florystkę

Andrzej DąbrowskiWF Dodaj komentarz

Perspektywa partnera. Zanim spróbujesz zrozumieć ją, spróbuj zrozumieć sytuację

Związek z florystką bardzo rzadko przypomina klasyczny model relacji, znany z filmów czy poradników. To raczej życie obok osoby, która funkcjonuje w ciągłej gotowości. Na początku bywa fascynująco. Pasja, energia, świat kolorów, zapachów i emocji. Florystyka przyciąga, wciąga, daje poczucie sensu. Dopiero z czasem partner zaczyna dostrzegać, że to nie jest tylko zawód. To tryb życia.

Z perspektywy partnera bardzo łatwo pojawia się poczucie bycia na dalszym planie. Telefon, który dzwoni w niedzielę. Klient, który „musi teraz”. Weekend, który niczym nie różni się od środy. Pojawia się zmęczenie relacją, czasem złość, czasem rezygnacja. Jeśli nie ma zrozumienia mechanizmu, w którym działa florystka, łatwo zinterpretować to jako brak zaangażowania w związek.

Tymczasem najczęściej nie jest to brak uczuć, lecz nadmiar odpowiedzialności. Partner widzi efekt końcowy: ciszę, zmęczenie, brak energii na rozmowę czy bliskość. Rzadko widzi kilkanaście godzin decyzji, presję klientów, odpowiedzialność finansową, ludzi, terminy i towar, który nie wybacza błędów. Florystyka nie kończy się o określonej godzinie. Ona trwa w głowie, nawet gdy ciało jest już w domu.

W takich relacjach bardzo szybko wychodzi na jaw coś, co inne związki potrafią maskować latami: czy partner potrafi być stabilny wtedy, gdy nie jest łatwo. Czy umie nie brać wszystkiego do siebie. Czy potrafi zrozumieć, że brak uwagi nie zawsze oznacza brak miłości.

Trzy typy partnerów florystek. Diagnoza z życia, nie z teorii

Podczas długich, szczerych rozmów na wyjazdach, szczególnie tych sycylijskich, przy kolacji, winie i zmęczeniu po intensywnych dniach, bardzo wyraźnie zaczęły się rysować trzy powtarzalne typy partnerów florystek. Bez oceniania, raczej z dużą dozą realizmu.

Pierwszy typ to zaangażowani. To ci, którzy wiedzą, czym różni się eustoma od róży, potrafią ustawić lodówkę na 5°C, ogarnąć dostawę, pomóc przy logistyce, a w sezonie śpią z telefonem obok, bo „coś może się wydarzyć”. Są częścią systemu. Czasem bywają zmęczeni i przeciążeni, ale rzadko czują się wykluczeni. Wiedzą, w czym uczestniczą.

Drugi typ to nieprzeszkadzający. Złoty środek. Nie pomagają, ale też nie pytają w Walentynki: „a długo jeszcze?”. Ich największą zaletą jest święty spokój. Akceptują rytm pracy, nie wchodzą w szczegóły, ale nie sabotują. To często partnerzy, którzy zachowują własną przestrzeń i dzięki temu unikają codziennej frustracji.

Trzeci typ to przeszkadzający. Pojawiają się dokładnie wtedy, gdy nie powinni. Mają genialne pomysły w najmniej odpowiednim momencie. „A nie możesz tego zrobić szybciej?”, „Po co te kwiaty, przecież jutro zwiędną”. Zazwyczaj nie rozumieją ani branży, ani presji, a swoje niezrozumienie maskują krytyką, ironią lub umniejszaniem. To najtrudniejszy układ dla obu stron.

Warto dodać jedno: te typy nie są przypisane na stałe. Partnerzy potrafią się między nimi przemieszczać w zależności od etapu życia, zmęczenia, sytuacji finansowej czy jakości komunikacji w związku.

Florystka. Kobieta w wielu rolach jednocześnie

Florystka bardzo rzadko jest tylko florystką. Najczęściej jest jednocześnie matką, żoną, partnerką, przedsiębiorczynią, menedżerką, logistykiem, psychologiem klientów i strażnikiem terminów. Jej praca jest emocjonalna, fizyczna i psychiczna jednocześnie. Wymaga ciągłej gotowości i odporności na stres.

To zawód, który niemal zawsze oznacza więcej niż etat. Kilkanaście godzin dziennie, sezonowość, brak przewidywalności. Ślub nie poczeka, pogrzeb nie zmieni godziny, a kwiaty nie zatrzymają świeżości, bo ktoś jest zmęczony. Do tego dochodzi presja estetyczna i emocjonalna. Klienci przychodzą z oczekiwaniami, które florystka bierze na siebie, często bez możliwości pomyłki.

Psychicznie to ogromne obciążenie. Głowa rzadko bywa pusta. Nawet w domu myśli krążą wokół pracy. Czy wszystko dojedzie. Czy ktoś zawiedzie. Czy budżet się domknie. W takim stanie bardzo łatwo stracić kontakt z własnymi potrzebami jako kobiety.

I tu pojawia się temat bliskości. Wbrew pozorom florystce często brakuje sił i ochoty na bycie kochanką. Nie dlatego, że nie chce. Dlatego, że jest wyczerpana. Zmęczenie zabiera lekkość, napięcie blokuje spontaniczność, odpowiedzialność wysysa energię. A bliskość wymaga obecności, nie tylko fizycznej, ale emocjonalnej.

Jak przetrwać w związku z florystką

Po pierwsze: nie konkuruj z jej pracą. Florystyka nie jest rywalką. Jest częścią jej tożsamości. Im szybciej partner to zaakceptuje, tym mniej będzie w nim frustracji.

Po drugie: naucz się rozpoznawać zmęczenie. Cisza, drażliwość czy wycofanie bardzo często nie są atakiem, lecz sygnałem przeciążenia. Czasem największym wsparciem nie jest rozmowa, lecz spokój i odciążenie.

Po trzecie: nie bierz wszystkiego do siebie. W sezonie emocje bywają ostre, reakcje krótkie, cierpliwość na wyczerpaniu. To nie jest czas na rozliczenia i wielkie rozmowy o relacji. To czas na stabilność.

Po czwarte: dawaj poczucie bezpieczeństwa, nie presję. Florystka na co dzień spełnia oczekiwania innych. W domu chce mieć miejsce, w którym nie musi nic udowadniać ani organizować.

Na koniec warto powiedzieć to wprost. Idealnie jest wtedy, gdy partner pomaga i wspiera florystkę, realnie angażując się w prace florystyczne lub okołoflorystyczne. Ale jeśli nie ma na to gotowości, wiedzy czy chęci, absolutnym minimum jest jedno: nie przeszkadzać.

Florystyka to nie tylko bukiety. To setki drobnych czynności, które decydują o tym, czy florystka ma jeszcze siłę na bycie kobietą, a nie tylko osobą „od zadań”. Wyniesienie śmieci po dostawie, przyniesienie wody, pozamiatanie po pracy, ogarnięcie drobnej logistyki. Te pozornie banalne gesty mają ogromne znaczenie. To sygnał: „jestem obok”, „to nie jest tylko twój ciężar”, „robimy to razem”.

Z mojego doświadczenia wiem jedno. Związki z florystkami są wymagające, ale potrafią być niezwykle głębokie. Trwają nie dlatego, że jest łatwo, lecz dlatego, że uczą cierpliwości, dystansu i prawdziwego partnerstwa. Zrozumieć florystkę to zrozumieć, że jej świat jest intensywny, piękny i wyczerpujący jednocześnie. A jeśli partner potrafi to przyjąć, burze nie niszczą. One tylko pokazują, jak mocne muszą być fundamenty.

O Autorze

Andrzej Dąbrowski

Facebook Twitter

Andrzej Dąbrowski to magister ekonomii, który urodził się, mieszka i pracuje w Bolesławcu. W 1994 roku zaangażował się w biznes florystyczny, który kontynuuje do dziś. Ukończył Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu, specjalizując się w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Aktualnie Grupa Florystyczna Florand, którą stworzył i zarządza skupia wiele florystycznych marek działających w różnych sektorach kwiatowego rynku. Jego szeroka wiedza z zakresu zarządzania przedsiębiorstwem florystycznym pozwala mu świadczyć usługi doradcze i szkoleniowe dla firm z branży kwiatowej. Ponadto, dzieli się swoją pasją i doświadczeniem, pisząc artykuły o biznesie florystycznym, które publikowane są na blogach wsparcieflorystow.pl i otwieramkwiaciarnie.pl oraz w czasopiśmie NDiO - Flora. https://www.florand.com.pl/nasze-marki/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.