Matka i córka – florystki z bukietami stojące przy dużych drzwiach, symbol współpracy i rodzinnego biznesu

Magda i Maja – historia rozwoju, współpracy i zmiany

Andrzej DąbrowskiWF Dodaj komentarz

Początek, który nie miał być przypadkiem

Pytanie: Jak zaczęła się Twoja historia z kwiaciarnią?

Magda:
Pomysł na otwarcie kwiaciarni pojawił się nagle. To był impuls. A że u mnie od pomysłu do realizacji droga jest zazwyczaj bardzo krótka, to tym razem też tak było. Po kilku miesiącach kwiaciarnia już działała – czynna codziennie, od rana do wieczora, siedem dni w tygodniu.

Na początku nie miałam dużego doświadczenia florystycznego. Uczyłam się wszystkiego w praktyce. Obserwowałam pracę dziewczyn z branży, jeździłam na giełdę po towar, zapisywałam nazwy kwiatów na paczkach. To była nauka od podstaw, bardzo życiowa, bardzo konkretna.

Od samego początku miałam jednak jedno założenie – ta kwiaciarnia ma być biznesem, który będzie przynosił zyski. Nie przypuszczałam tylko wtedy, jak długa droga mnie do tego doprowadzi.

Kwiaciarnia, która zaczęła się zmieniać razem z klientem

Pytanie: Co było pierwszym przełomem w prowadzeniu kwiaciarni?

Magda:
Bardzo szybko zauważyłam, że klienci nie szukają tego samego, co oferuje większość kwiaciarni w mieście. To nie była tylko czerwona róża, gerbera czy goździk. Miałam szczęście do lokalizacji – młode, rozwijające się osiedle, ludzie, którzy mieli większe oczekiwania.

Oni chcieli czegoś więcej. Szukali kwiatów nietypowych, egzotycznych, roślin do wnętrz, dodatków, które będą pasować do ich domów. Zaczęłam więc stopniowo poszerzać asortyment. To nie była jedna decyzja, tylko proces. Kwiaciarnia rozwijała się razem z klientem.

Kiedy rozwój zaczyna kosztować

Pytanie: Czy ten rozwój od początku był łatwy?

Magda:
Nie. Z jednej strony przybywało klientów, ale z drugiej rosły problemy. Przede wszystkim kadrowe. Trzeba było obsadzić wszystkie godziny pracy, a to nie było proste. Dochodziły koszty, odpowiedzialność, codzienna obecność w kwiaciarni.

Pamiętam moment, kiedy podjęłam pierwszą trudną decyzję – skróciłam godziny pracy. To był czas, kiedy praktycznie cały dzień spędzałam w kwiaciarni. I właśnie wtedy coraz częściej pojawiała się obok mnie Maja.

Maja – wejście, którego nikt nie planował

Pytanie: Kiedy Maja dołączyła do biznesu?

Magda:
Szczerze mówiąc – nie było takiego momentu. To się wydarzyło samo. Maja od zawsze była w kwiaciarni. Przychodziła po szkole, odrabiała tam lekcje, pomagała przy prostych rzeczach. Była obecna w tym świecie od dziecka.

Zapraszałam też do kwiaciarni mistrzów florystyki na szkolenia – dla mnie, dla zespołu. Maja w nich uczestniczyła. To był bardzo naturalny proces. Ona po prostu w tym wyrosła.

Maja:
Ja nawet nie miałam momentu, w którym pomyślałam: „wchodzę do biznesu”. To się działo samo. Przychodziłam do kwiaciarni, bo lubiłam tam być. Uwielbiałam robić wystawy, układać rzeczy, porządkować. To nie był obowiązek, tylko przyjemność.

Talent, który nie potrzebował teorii

Pytanie: Kiedy było widać, że Maja ma talent do florystyki?

Magda:
Bardzo wcześnie. Na warsztatach, na które zapraszałam prowadzących, często słyszałam, że wszystko przychodzi jej bardzo naturalnie. Ona łapała kwiaty i układała je intuicyjnie, bez znajomości teorii, bez wiedzy o kole barw, a efekt był po prostu dobry.

To było coś, czego nie da się nauczyć z książki. Ona wchodziła w to naturalnie.

Maja:
Ja po prostu dobrze się w tym czułam. To było moje miejsce. Każdy dzień był inny, coś się działo, coś się tworzyło. Nie było monotonii. I to mnie wciągnęło.

Fundament, który powstał „przy okazji”

Pytanie: Patrząc z perspektywy – co było najważniejsze w tym pierwszym etapie?

Magda:
To, że wszystko działo się bardzo prawdziwie. Bez planu „na papierze”, ale z ogromnym zaangażowaniem. Kwiaciarnia była miejscem pracy, ale też miejscem życia. I to chyba stworzyło fundament, na którym później mogłyśmy budować dalej – już razem.

Talent to jedno, ale droga zaczyna się później

Pytanie: Kiedy pojawił się moment, że to już nie jest tylko „pomaganie w kwiaciarni”, ale realna droga zawodowa?

Magda:
Myślę, że to był proces, a nie jeden moment. Maja rosła w tym środowisku, obserwowała, uczyła się, chłonęła wszystko, co się działo wokół. Z czasem zaczęła robić coraz więcej – już nie tylko pomagać, ale tworzyć.

Widziałam, że to nie jest chwilowe. Że ona naprawdę w tym jest i chce w tym być.

Maja:
Dla mnie to też nie był moment decyzji. To się po prostu działo. Najpierw robiłam drobne rzeczy, potem coraz więcej. Z czasem zaczęłam brać na siebie odpowiedzialność za bukiety, za kompozycje.

I nagle okazało się, że to już nie jest „pomoc”, tylko normalna praca.

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością

Pytanie: Czy od razu byłaś traktowana jak pełnoprawna florystka?

Maja:
Nie. I to był trudny etap. Klienci często mnie nie traktowali poważnie. Zadawali pytania, a kiedy zaczynałam odpowiadać, rozglądali się za kimś starszym – za Madzią albo inną pracownicą.

To było widać. Młoda osoba, dziewiętnaście, dwadzieścia lat – dla wielu to nie był ktoś, komu można zaufać.

Było też tak, że robiłam bukiety, a klient mówił: „Pani Madziu, jaki piękny”. I wtedy Madzia musiała prostować, że to moja praca.

Z czasem to się zmieniało. Klienci wracali, zaczynali mnie kojarzyć, ufać mi. Ale na początku trzeba było to zaufanie po prostu wypracować.

Moment, który zmienia wszystko

Pytanie: Co było pierwszym prawdziwym przełomem w Twoim rozwoju?

Magda:
Dla mnie to były warsztaty na Sycylii. Trafiłam na informację o nich na Facebooku i nie zastanawiałam się ani chwili. Zadzwoniłam, zapisałam się i pojechałam.

To był jeden z najważniejszych momentów w mojej zawodowej drodze.

Tam po raz pierwszy zobaczyłam florystykę na zupełnie innym poziomie. Zrobiłam pierwszy bukiet horyzontalny, pierwszy bukiet na konstrukcji, pierwszy ślubny w formie, która wcześniej była dla mnie nieosiągalna.

Zrozumiałam, że można robić coś więcej niż tylko „poprawną komercję”.

Kiedy pasja dostaje kierunek

Pytanie: Jak ten etap wpłynął na Maję?

Maja:
Bardzo mocno. Warsztaty, spotkania, obserwowanie ludzi z branży – to wszystko otworzyło mi głowę.

Szczególnie ważne było dla mnie spotkanie z Tomaszem Maxem Kuczyńskim. On naprawdę „dmuchnął mi w żagle”. Pokazał, że mogę iść dalej, że warto próbować, startować w konkursach, rozwijać się.

Zaczęłam brać udział w różnych wydarzeniach, uczyć się jeszcze więcej. I cały czas jestem w tym procesie.

Nauka bez złych nawyków

Pytanie: Co było Twoją przewagą na tym etapie?

Magda:
To, że Maja uczyła się od początku dobrze. Bez złych nawyków, bez naleciałości. Wchodziła w nowoczesną florystykę od razu, „na czysto”.

To jest ogromna przewaga. Dla wielu osób z doświadczeniem najtrudniejsze jest oduczenie się starych schematów.

Maja:
Ja nie miałam tego problemu. Dla mnie wszystko było nowe, więc chłonęłam to od razu w tej właściwej formie.

Edukacja, która zmienia sposób myślenia

Pytanie: Jaką rolę odegrały szkolenia i rozwój?

Magda:
Kluczową. Szkolenia, warsztaty, wyjazdy – to wszystko buduje nie tylko umiejętności, ale sposób myślenia.

Bardzo ważnym etapem był dla nas Międzynarodowy Instytut Florystyczny. Jeździłyśmy tam razem, regularnie, przez kilka dni w miesiącu. To nie było łatwe logistycznie, ale było absolutnie warte tego wysiłku.

To tam naprawdę zaczyna się rozumieć florystykę jako rzemiosło na wysokim poziomie.

W którym momencie pojawił się pierwszy tak wyraźny sygnał, że to już nie tylko rozwój, ale realne osiągnięcia w branży?

Maja:
Myślę, że takim momentem było zdobycie tytułu Mistrzyni Polski Juniorów we florystyce. To było dla mnie bardzo ważne, bo pokazało mi, że ta droga, którą idę, ma sens.

To nie było tak, że miałam komfort przygotowywania się tylko do konkursów. Większość tych prac powstawała w kwiaciarni, w normalnym trybie pracy. Między klientami. Często było tak, że Madzia obsługiwała, a ja w tym czasie robiłam elementy do konkursu – malowałam probówki, przygotowywałam konstrukcje, wiłam jakieś formy.

To był taki moment, w którym zobaczyłam, że mimo codziennej pracy, mimo tego całego tempa, da się rozwijać i robić coś więcej.

Magda:
I to jest właśnie coś, co bardzo pokazuje charakter Mai. Bo to nie było „albo praca, albo rozwój”. To szło równolegle. I to naprawdę kosztowało dużo wysiłku.

Współpraca, która nie przyszła od razu

Pytanie: Jak wyglądało Wasze wspólne prowadzenie biznesu?

Magda:
Nie było łatwo. Obie mamy silne charaktery. Każda miała swoje zdanie, swoje pomysły, swoją wizję.

Były momenty napięcia. Ja miałam poczucie, że Maja chce decydować w obszarach, które wcześniej były „moje”. Z kolei ona chciała mieć pełną decyzyjność tam, gdzie czuła się pewnie.

W pewnym momencie po prostu odpuściłam. I to był dobry krok.

Podział, który powstał naturalnie

Pytanie: Co sprawiło, że zaczęło to działać?

Maja:
To, że przestałyśmy się nawzajem kontrolować. Każda z nas zna swoje miejsce i swoje kompetencje. Nie musimy się sprawdzać.

Magda:
Podział ról pojawił się naturalnie. Są obszary, gdzie jedna podejmuje decyzje, i takie, gdzie decydujemy razem.

Na przykład asortyment – jeśli coś nam się nie podoba, to po prostu tego nie wprowadzamy. Obie musimy to czuć.

Współpraca to też odpuszczanie

Pytanie: Co było najtrudniejsze w tej relacji?

Maja:
To, że obie musiałyśmy nauczyć się odpuszczać. To nie było tak, że nagle wszystko zaczęło działać idealnie.

Trzeba było zaakceptować, że druga osoba ma swoje zdanie, swoją przestrzeń i swoje decyzje.

Magda:
I dziś nie wyobrażamy sobie zamiany ról. Każda jest tam, gdzie powinna być.

Ściana, której nie da się przeskoczyć

Pytanie: Czy był moment, w którym poczułyście, że dalej już się nie da?

Magda:
Tak. I to był bardzo wyraźny moment. Przez kilka miesięcy obroty przestały rosnąć. Doszłyśmy do ściany. Niezależnie od tego, ile pracy wkładałyśmy, nie dało się zrobić więcej.

Zaczęłyśmy się zastanawiać, co możemy zmienić. Co zrobić, żeby pozyskać kolejnych klientów, żeby ruszyć dalej.

I wtedy pojawiła się sytuacja, która – jak to często bywa – była trochę przypadkiem, a trochę momentem gotowości.

Decyzja, która przyszła szybko

Pytanie: Co było impulsem do zmiany?

Magda:
Zobaczyłyśmy ogłoszenie o wynajmie lokalu niedaleko naszej kwiaciarni. Duży, wolnostojący budynek, przy głównej ulicy, z parkingiem. To była zupełnie inna skala niż to, co miałyśmy wcześniej.

I jak to u mnie – od pomysłu do realizacji minęła chwila. Podjęłyśmy decyzję o przeprowadzce.

Parking przy starej kwiaciarni był już za mały, lokal przestawał wystarczać. Wiedziałyśmy, że jeśli chcemy iść dalej, musimy zmienić przestrzeń.

Maja:
To była bardzo szybka decyzja. W ciągu dwóch miesięcy byłyśmy już w nowym miejscu.

Nowa przestrzeń, nowe możliwości

Pytanie: Co zmieniło się po przeprowadzce?

Magda:
Wszystko. Nowa kwiaciarnia była większa, bardziej widoczna, miała ogromne witryny i przede wszystkim parking. To była zupełnie inna jakość.

Zyskałyśmy przestrzeń, ekspozycję, możliwość pokazania się klientowi w inny sposób.

Ale bardzo szybko okazało się, że sama zmiana miejsca to nie wszystko.

Pierwszy krok w stronę zmiany modelu

Pytanie: Skąd pomysł na kwiatomat?

Magda:
To też nie był jeden moment, tylko proces myślenia: co dalej? Jak się rozwijać? Jak dotrzeć do klienta poza godzinami pracy?

Pierwszy kwiatomat stanął przy kwiaciarni. I szczerze – na początku niewiele się zmieniło.

To nie było tak, że nagle wszystko wystrzeliło.

Uczenie się od zera – razem z klientem

Pytanie: Jak wyglądały początki z kwiatomatem?

Magda:
To było coś zupełnie nowego. Nie miałyśmy od kogo się uczyć. Nie było doświadczeń innych, na których można było się oprzeć.

Uczyłyśmy się na własnych błędach.

Maja:
I klienci też się uczyli. Na początku bali się podejść do maszyny. Bali się kliknąć, sprawdzić cenę. To było dla nich nowe, trochę jak kiedyś paczkomaty.

Obserwowałyśmy ich zachowania, patrzyłyśmy, jak się zachowują przy maszynie. To było bardzo ciekawe doświadczenie.

Dwie rzeczywistości klienta

Pytanie: Jak klienci reagowali na tę nowość?

Maja:
Była ogromna różnica między klientem, który podchodził pierwszy raz, a tym, który już znał kwiatomat.

Nowy klient był niepewny, ostrożny, czasem spędzał przy nim kilka, kilkanaście minut.

Stały klient podchodził, patrzył na bukiet, wyciągał telefon, płacił i odchodził. Cały proces trwał czasem kilkadziesiąt sekund.

Magda:
To było niesamowite zobaczyć, jak szybko ludzie się uczą, kiedy coś zaczyna im odpowiadać.

Moment, który zmienia wszystko

Pytanie: Kiedy pojawił się prawdziwy przełom?

Magda:
Dopiero przy kolejnych kwiatomatach. Kiedy zdecydowałyśmy się postawić trzy następne w różnych lokalizacjach w mieście.

To był moment, który wywrócił nasz biznes do góry nogami.

Kwiatomaty jako „żywa reklama”

Pytanie: Co konkretnie się zmieniło?

Magda:
Przede wszystkim pojawili się nowi klienci. I to nie tylko w kwiatomatach, ale też w kwiaciarni.

Te maszyny stały się czymś więcej niż kanałem sprzedaży. To była reklama – stojąca w różnych częściach miasta, pracująca cały czas.

Maja:
Do tego doszły social media. Ludzie zaczęli o tym mówić, pokazywać, udostępniać. To zaczęło żyć.

Paradoks wzrostu

Pytanie: Czy to od razu ułatwiło Wam pracę?

Magda:
Wręcz przeciwnie. Miało być więcej czasu, a było go coraz mniej.

Zamiast odciążyć naszą pracę, kwiatomaty spowodowały, że miałyśmy jej jeszcze więcej. Pracowałyśmy po 12–14 godzin dziennie, żeby obsłużyć wszystko – kwiaciarnię i kilka lokalizacji.

Maja:
Nie wiedziałyśmy na początku, jak się do tego przygotować. Ile bukietów zrobić, jak zaplanować weekendy. Często było tak, że kończyłyśmy pracę o czternastej, a potem okazywało się, że trzeba zostać do szesnastej, bo brakuje towaru.

Uczyłyśmy się tego systemu od zera.

Sukces, który zaczyna boleć

Pytanie: Co było najtrudniejsze po wprowadzeniu kilku kwiatomatów?

Magda:
To, że nagle okazało się, że zamiast mieć więcej czasu, mamy go coraz mniej. Kwiatomaty pięknie nas rozreklamowały. Stały się takimi „żywymi billboardami” naszej kwiaciarni w różnych częściach miasta.

Ale razem z tym przyszła ogromna ilość pracy. Myślałyśmy, że to nas odciąży, a tak naprawdę wciągnęło nas jeszcze bardziej.

Maja:
Doszłyśmy do momentu, w którym po prostu przestałyśmy wyrabiać. Dwie osoby, kilka lokalizacji, kwiaciarnia, klienci… to wszystko zaczęło się nakładać.

Decyzja, która zmienia sposób pracy

Pytanie: Co wtedy zmieniłyście?

Magda:
Zrozumiałyśmy jedną bardzo ważną rzecz – nasze ręce są za cenne, żeby robić wszystko.

Jeśli mamy tworzyć bukiety, które sprzedają się w kilku lokalizacjach i mają zachwycać, to nie możemy tracić czasu na czynności, które ktoś może zrobić za nas.

Zaczęłyśmy delegować najprostsze rzeczy. Obieranie kwiatów, przygotowanie dostaw, część prac technicznych. To nie było tak, że tego nie lubimy. Po prostu nie miałyśmy już na to czasu.

Maja:
To był moment, w którym nawet rzeczy, które lubiłam robić – jak sprzątanie czy układanie – zaczęły mi przeszkadzać, bo zabierały czas na to, co naprawdę ważne.

Kwiatomat jako wizytówka, nie „resztówka”

Pytanie: Jak zmieniło się Wasze podejście do jakości?

Maja:
Bardzo. I to jest coś, co często jest źle rozumiane. Kwiatomat to nie jest miejsce na „to, co się nie sprzedało w kwiaciarni”.

U nas jest dokładnie odwrotnie.

Kwiatomat musi być lepszy niż kwiaciarnia. To nasza wizytówka. Klient widzi bukiet przez szybę, oświetlony światłem, widzi każdy detal. Jeśli coś jest nie tak – od razu to widać.

Magda:
To wymusiło na nas zupełnie inne podejście do jakości. Każdy bukiet musi być dopracowany. Każdy kwiat sprawdzony. Każdy detal ma znaczenie.

Jakość zmienia wszystko – nawet zakupy

Pytanie: Czy to wpłynęło też na sposób kupowania towaru?

Magda:
Bardzo. Kiedyś kupowałam ostrożniej, bardziej zachowawczo. Dziś mamy zupełnie inną skalę i zupełnie inne podejście.

Kupujemy więcej, odważniej, pełną paletą kolorystyczną. Nie boimy się droższych kwiatów, bo wiemy, że mamy gdzie je sprzedać.

I co ważne – nikt już nie próbuje sprzedać nam słabego towaru. Bo wie, że wrócimy z nim następnego dnia.

Maja:
To też zmienia pozycję na rynku. Z małego klienta stajesz się klientem, którego się szanuje.

Kolejna „ściana” – tym razem w środku kwiaciarni

Pytanie: Czy mimo tego rozwoju pojawiły się kolejne ograniczenia?

Magda:
Tak. I to dość zaskakujące.

Doszłyśmy do momentu, w którym przestałyśmy mieć czas na obsługę klienta. Kwiaciarnia była duża, pełna ekspozycji, klient wchodził i chodził po niej jak po galerii.

Potrafił spędzić 20 minut na oglądaniu.

A my w tym czasie nie byłyśmy w stanie pracować.

Decyzja, która wydaje się absurdem

Pytanie: Co wtedy zrobiłyście?

Magda:
Podjęłyśmy decyzję, która na pierwszy rzut oka brzmi absurdalnie – zmniejszyłyśmy kwiaciarnię.

Zostawiłyśmy klientowi jedną trzecią przestrzeni, a resztę przeznaczyłyśmy na pracę.

Maja:
Zamiast „muzeum”, zrobiłyśmy miejsce, które działa.

Nowy model pracy

Pytanie: Co się zmieniło po tej decyzji?

Maja:
Wszystko. Nagle miałyśmy przestrzeń do pracy. Stoły, miejsce na pakowanie, porządek.

Przestałyśmy się obijać o siebie. Każda ma swoje miejsce. Praca zaczęła być bardziej płynna, bardziej uporządkowana.

Magda:
Zatrudniłyśmy też pracownika – bardzo świadomie, bardzo długo go szukałyśmy. Nie pierwsza lepsza osoba, tylko taka, która pasuje do naszego stylu pracy i estetyki.

Klient, który się zmienił

Pytanie: Jak zmienił się klient w tym czasie?

Maja:
Bardzo. Dziś klient nie chce chodzić i oglądać wszystkiego. On chce wejść, wybrać i wyjść.

Często dzwoni wcześniej: „będę za 15 minut”, „przyjadę o 17”. To jest zupełnie inny sposób kupowania.

Magda:
Dlatego uprościłyśmy ofertę. Zostawiłyśmy to, co naprawdę się sprzedaje. Gotowe propozycje, konkret, jakość.

Nie wszystko dla wszystkich – tylko to, co ma sens.

Mniej znaczy więcej

Pytanie: Jak reagują klienci na taką zmianę?

Maja:
Bardzo dobrze. Często słyszymy: „jak tu jest przytulnie”, „jak tu jest fajnie”.

Nie potrzebują ogromnej przestrzeni. Potrzebują dobrej propozycji i komfortu.

Magda:
To jest chyba jedna z ważniejszych lekcji – nie wszystko, co wygląda „większe”, działa lepiej.

System, który zaczyna działać

Pytanie: Jak dziś wygląda Wasza codzienna praca z kwiatomatami i kwiaciarnią?

Magda:
Dziś przede wszystkim wiemy, co robimy. To jest największa zmiana. Na początku wszystko było nowe – uczyłyśmy się, popełniałyśmy błędy, szukałyśmy rozwiązań.

Teraz mamy wypracowany system. Wiemy, kiedy kwiatomaty sprzedają lepiej, kiedy słabiej. Potrafimy zaplanować pracę, przygotować się na weekendy, na święta.

Maja:
Wyćwiczyłyśmy pewne schematy. Wiemy, co kiedy robić. Kiedy skupić się bardziej na kwiaciarni, a kiedy na kwiatomatach. To już nie jest chaos, tylko świadome działanie.

Rozwój, który nie musi być szybki

Pytanie: Jak widzicie dalszy rozwój?

Magda:
Szczerze? Na razie nie wybiegamy daleko. Mamy co robić. Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy się nudziły.

Chociaż… gotowy piąty kwiatomat stoi już od półtora roku. I dopiero teraz czuję, że jestem gotowa, żeby go postawić.

To też jest ważne – do pewnych decyzji trzeba dojrzeć.

Edukacja i rozwój jako fundament

Pytanie: Co dziś powiedziałybyście osobom, które zaczynają w tej branży?

Magda:
Zaczęłabym od rzemiosła. Naprawdę. Od nauki, od szkoleń, od obserwowania rynku.

Florystyka nie różni się niczym od innych branż – tu też jest moda, sezonowość, zmiany. Trzeba być na to otwartym i umieć to pokazać klientowi.

I nie porywać się od razu na wszystko. Najpierw umiejętności, potem biznes.

„Nie bać się” – ale mądrze

Maja:
Ja bym powiedziała jedną rzecz – nie bać się.

Patrzeć, obserwować innych, słuchać, wyciągać wnioski. Nie wszystko brać jeden do jednego, ale przepuszczać to przez siebie.

I budować pewność siebie. Bo każdy zaczyna od zera. Nikt nie rodzi się z tym, że wszystko umie.

Najważniejsza lekcja

Pytanie: Co było najważniejszą lekcją z tej drogi?

Magda:
Dla mnie to, że najpierw trzeba coś umieć, żeby móc czegoś oczekiwać. Nie można prowadzić biznesu, nie rozumiejąc tego, co się robi.

To my podpisujemy się pod każdą kompozycją. To jest nasza praca, nasza marka.

Maja:
Dla mnie – wiara w siebie. To, że wiem, że dam radę. Że umiem się nauczyć, że jestem coś warta.

I że nie muszę pozwalać, żeby ktoś mnie „zdeptał”, bo uważa, że wie lepiej.

Nie dla każdego klienta

Pytanie: Czy każdy klient jest dobrym klientem?

Magda:
Nie. I to jest bardzo ważne, żeby to zrozumieć.

Nie warto walczyć o każdego. Trzeba wiedzieć, dla kogo się pracuje, jaki klient jest nasz.

Maja:
I nie dać się „zjechać”. Jeśli ktoś nie szanuje naszej pracy, naszej wiedzy, naszego rzemiosła – to nie jest nasz klient.

Specjalizacja zamiast „robienia wszystkiego”

Pytanie: Jak dziś patrzycie na zakres swojej pracy?

Magda:
Kiedyś robiłyśmy wszystko. Śluby, dekoracje, wszystko, co się pojawiło.

Dziś wiemy, że to nie ma sensu. Każdy biznes potrzebuje specjalizacji.

My wybrałyśmy bukiety i kompozycje. To jest nasz kierunek. W tym jesteśmy dobre i to rozwijamy.

Jeśli ktoś dzwoni w sprawie rzeczy, których nie chcemy robić – odsyłam dalej. I to jest w porządku.

Świadomy klient, świadomy rynek

Pytanie: Jak zmienia się rynek?

Magda:
Klient się zmienia. Jest coraz bardziej świadomy. Widzi różnicę, rozumie jakość.

Media społecznościowe, pokazy, warsztaty – to wszystko wpływa na to, jak ludzie patrzą na florystykę.

Maja:
Im więcej im pokazujemy, tym więcej chcą. I to jest dobre, bo to podnosi poziom całej branży.

Biznes, który ma sens

Pytanie: Gdzie jesteście dziś jako firma?

Magda:
W miejscu, w którym wiemy, co robimy. Wiemy, co chcemy robić i czego nie chcemy.

Mamy system, mamy doświadczenie, mamy kierunek.

Maja:
I mamy pewność, że to jest nasze miejsce.

O Autorze

Andrzej Dąbrowski

Facebook Twitter

Andrzej Dąbrowski to magister ekonomii, który urodził się, mieszka i pracuje w Bolesławcu. W 1994 roku zaangażował się w biznes florystyczny, który kontynuuje do dziś. Ukończył Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu, specjalizując się w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Aktualnie Grupa Florystyczna Florand, którą stworzył i zarządza skupia wiele florystycznych marek działających w różnych sektorach kwiatowego rynku. Jego szeroka wiedza z zakresu zarządzania przedsiębiorstwem florystycznym pozwala mu świadczyć usługi doradcze i szkoleniowe dla firm z branży kwiatowej. Ponadto, dzieli się swoją pasją i doświadczeniem, pisząc artykuły o biznesie florystycznym, które publikowane są na blogach wsparcieflorystow.pl i otwieramkwiaciarnie.pl oraz w czasopiśmie NDiO - Flora. https://www.florand.com.pl/nasze-marki/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.