Kilka dni przed instalacją Kwiatomatu w Skwierzynie zadzwonił do mnie telefon. Po drugiej stronie była Krzysztofa Uszko, właścicielka rodzinnej Galerii Kwiatów w Skwierzynie. Nie rozmawialiśmy o parametrach urządzenia ani o jego obsłudze. Rozmawialiśmy o czymś znacznie ważniejszym – o emocjach, które pojawiają się przed każdą dużą inwestycją.
„Czy klienci będą kupować?”, „Czy w naszym mieście to się sprawdzi?”, „Jak przygotować się do otwarcia?” – to pytania, które słyszałem już wiele razy. Zawsze odpowiadam wtedy tak samo: obawy są czymś naturalnym. Nie znam przedsiębiorcy, który przed uruchomieniem pierwszego Kwiatomatu nie zastanawiałby się, jak zareagują jego klienci.
Dokładnie tydzień później otrzymałem krótką wiadomość.
„Minął tydzień. No i jak? 😉?”
Do wiadomości był dołączony wynik sprzedaży. Pierwszy tydzień zakończył się rezultatem odpowiadającym średniej sprzedaży polskich Kwiatomatów. Uśmiechnąłem się, bo przypomniałem sobie naszą wcześniejszą rozmowę. Odpisałem tylko: „A nie mówiłem?”. Wiedziałem jednak, że ten wynik nie był dziełem przypadku. Za sukcesem stały doświadczenie, konsekwencja i ogromne zaangażowanie.
Poprosiłem więc Krzysztofę o rozmowę. Chciałem wrócić do emocji sprzed instalacji i sprawdzić, jak bardzo różnią się od tego, co wydarzyło się już po pierwszym tygodniu działania Kwiatomatu.
Ponad pół wieku rodzinnej historii
Galeria Kwiatów nie jest nową firmą. To miejsce, które od ponad pięćdziesięciu lat wpisuje się w historię Skwierzyny. Kwiaciarnię założyła Zdzisława Uszko, a dziś rodzinne tradycje kontynuuje jej córka Krzysztofa. W czasie największych świąt pomagają już kolejne pokolenia – córki Julia i Wiktoria. To właśnie takie zdjęcia z otwarcia Kwiatomatu zrobiły na mnie największe wrażenie. Pokazują, że za marką stoją konkretni ludzie, rodzina i wieloletnia historia.

– Galeria Kwiatów to nasza rodzinna historia. Kwiaciarnię ponad 50 lat temu założyła moja mama – Zdzisława Uszko. Do rodzinnej firmy dołączyłam 25 lat temu i ćwierć wieku mojego życia związane jest z kwiatami. Dziesięć lat temu zaczęłam patrzeć na florystykę zupełnie inaczej. Zrozumiałam, że nie chodzi tylko o sprzedaż kwiatów, ale o prawdziwe rzemiosło. Ogromny wpływ miał na mnie Piotr Sekunda. Trzy lata temu ukończyłam Floral Academy i zdobyłam dyplom Mistrza Florystyki. To był jeden z najważniejszych etapów mojego rozwoju zawodowego.
Małe miasto i wielkie pytanie
Decyzja o zakupie Kwiatomatu nie zapadła z dnia na dzień. Krzysztofa od dawna obserwowała koleżanki z branży, które z powodzeniem korzystały już z tego rozwiązania. W głowie wciąż jednak wracała jedna myśl – one prowadzą kwiaciarnie w większych miastach, a Skwierzyna liczy niespełna dziesięć tysięcy mieszkańców.
– Przyjaciółki z branży florystycznej od dawna miały już Kwiatomaty i bardzo dobrze o nich mówiły. Szczególnie dużo rozmawiałam z Anną Lekki z Niepołomic, która od ponad roku przekonywała mnie, że warto. Mimo to ciągle myślałam, że one działają w większych miastach, a moje liczy zaledwie około 9,5 tysiąca mieszkańców. W końcu powiedziałam sobie: „Jeżeli nie spróbuję, to nigdy się nie przekonam”.
„Czy będą kupować?”
Kiedy wracam myślami do naszej rozmowy sprzed instalacji, pamiętam przede wszystkim jedno pytanie. Nie dotyczyło ono urządzenia, technologii ani kosztów eksploatacji.
Dotyczyło klientów.
– Moje emocje? Kwiatowe emocje z motylami w brzuchu. Byłam podekscytowana i pełna nadziei, ale cały czas wracało jedno pytanie – czy będą kupować?
Co ciekawe, mimo tych obaw ani przez chwilę nie pojawiła się myśl o wycofaniu się z inwestycji.
– Nieeee… nigdy nieee. Jeżeli już podejmuję decyzję, to idę w nią całym sercem.


Pierwszy dzień i pierwsze wzruszenie
Dzień montażu okazał się początkiem zupełnie nowych emocji. Stres bardzo szybko ustąpił miejsca ekscytacji.
– Patrzyłam na tę piękną maszynę i ciągle myślałam: „Naprawdę jest moja…”.
Jeszcze większym zaskoczeniem było samo otwarcie. Na miejscu pojawili się mieszkańcy, klienci oraz burmistrz Skwierzyny. Takiego zainteresowania Krzysztofa zupełnie się nie spodziewała.
– Nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się takiego odzewu. Byłam ogromnie zaskoczona i bardzo dumna.
Najbardziej wzruszający moment przyszedł jednak chwilę później.
Pierwszy bukiet kupiła klientka, dla której dziesięć lat wcześniej Krzysztofa przygotowywała oprawę florystyczną ślubu.
– Duma mnie rozpierała. Aż popłakałam się ze szczęścia.


Miasto było gotowe
Po tygodniu działania Kwiatomatu pojawiły się pierwsze wnioski. Okazało się, że mieszkańcy bardzo szybko zaakceptowali nową formę zakupu kwiatów.
– Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nasze miasto naprawdę potrzebowało takiego rozwiązania. Ludzie kupują kwiaty wtedy, kiedy chcą – rano, po pracy, w nocy czy nawet o północy. Moje bukiety są dla nich dostępne przez całą dobę i właśnie tego oczekiwali.
To doświadczenie potwierdziło również coś, o czym często rozmawiam z właścicielami kwiaciarni. Kwiatomat nie odbiera klientów kwiaciarni. Pozwala kupić kwiaty wtedy, gdy kwiaciarnia jest już zamknięta.
– Absolutnie nie traktuję Kwiatomatu jako konkurencji. To rozwiązanie dla osób, które potrzebują kwiatów poza godzinami pracy kwiaciarni. Dzięki temu docieramy również do nowych klientów.
Kwiatomat jest moją wizytówką
Podczas rozmowy pojawił się jeszcze jeden temat, który – moim zdaniem – najlepiej tłumaczy sukces Galerii Kwiatów. To podejście do jakości.
Krzysztofa nie chce konkurować ceną.
Chce konkurować wartością.
– Kwiatomat jest moją wizytówką. Dlatego nie ma w nim miejsca na przypadkowe bukiety. Każdą kompozycję wykonuję osobiście. Każda jest przemyślana i inna. Pracuję wyłącznie na świeżych, starannie wyselekcjonowanych kwiatach i wybieram materiał florystyczny, z którego sama byłabym dumna. Wiem, że moje bukiety nie zawsze będą najtańsze, ale klient kupuje nie tylko kwiaty. Kupuje jakość, świeżość, doświadczenie i zaufanie. Chcę, żeby otwierając szafkę Kwiatomatu, miał dokładnie takie same odczucia, jak podczas wizyty w mojej kwiaciarni.

Nie zastanawiaj się dłużej
Na zakończenie zadałem Krzysztofie dwa krótkie pytania.
Gdyby mogła zadzwonić do siebie sprzed tygodnia, co by sobie powiedziała?
Odpowiedź przyszła natychmiast.
– Nie zastanawiaj się dłużej!
A co powiedziałaby właścicielom kwiaciarni, którzy dziś mają dokładnie takie same obawy?
– Nie bójcie się. Róbcie piękne bukiety, dbajcie o jakość i wkładajcie w swoją pracę całe serce. Naprawdę warto.
To dopiero początek
Kończąc tę rozmowę, pomyślałem o jednym. Sukces pierwszego tygodnia nie wynika z tego, że przed kwiaciarnią stanęła nowoczesna maszyna. Wynika z czegoś znacznie ważniejszego. Za Kwiatomatem stoi przedsiębiorczyni z 25-letnim doświadczeniem, ponad 50-letnią historią rodzinnej firmy i bardzo jasną filozofią prowadzenia biznesu – nie iść na skróty, nie walczyć najniższą ceną, ale każdego dnia dostarczać klientom jakość, z której można być dumnym.
Mam przeczucie, że za kilka miesięcy wrócimy do Skwierzyny z kolejną rozmową. I coś mi podpowiada, że będzie to już opowieść nie o pierwszym tygodniu, ale o kolejnych sukcesach.
Zastanawiasz się nad Kwiatomatem? Porozmawiajmy.
Każda kwiaciarnia jest inna. Różnią się lokalizacją, wielkością miasta, profilem klientów i sposobem prowadzenia biznesu. Dlatego nie wierzę w uniwersalne odpowiedzi ani gotowe recepty.
Jeżeli zastanawiasz się, czy Kwiatomat będzie dobrym rozwiązaniem dla Twojej kwiaciarni, chętnie podzielę się swoim doświadczeniem. Porozmawiamy o Twojej lokalizacji, potencjale rynku, kosztach, możliwościach rozwoju i o tym, jak przygotować się do wdrożenia, aby zwiększyć szanse na sukces.
Skontaktuj się ze mną, jeśli chcesz omówić swój pomysł lub po prostu zadać pytania.
📞 576 375 900
📧 info@wsparcieflorystow.pl
Nie każda rozmowa kończy się zakupem Kwiatomatu. Zależy mi przede wszystkim na tym, aby pomóc Ci podjąć świadomą i dobrze przemyślaną decyzję.

